Sztuczna inteligencja już zmienia naszą codzienność. Jak? Opowiadają eksperci z Centrum Zastosowań Matematyki i Inżynierii Systemów

OPRAC.:
Magdalena Konczal
Magdalena Konczal
Wideo
emisja bez ograniczeń wiekowych
Jak sztuczna inteligencja wpływa na nasze codzienne życie? O tym, co już się zmieniło w zakresie nowych technologii i jaka czeka nas przyszłość opowiedzieli Kamil Kulesza i Michał Kubiak z Centrum Zastosowań Matematyki i Inżynierii Systemów w ramach PAN. Okazuje się, że AI jest już wszędzie.

Mamy wakacje, lato, a to pora roku bardziej rozrywkowa. Ciekawa jestem, czy AI może w jakiś sposób uprzyjemnić nam życie, np. skomponować piosenkę.

robotyczna ręka
Kamil Kulesza i Michał Kubiak z Centrum Zastosowań Matematyki i Inżynierii Systemów w ramach PAN opowiedzieli, jak AI wpływa na nasze codzienne życie i co jeszcze może się zmienić w tym zakresie. unsplash

Kamil Kulesza: Wiele zależy od definicji słowa „komponuje”, ale spójrzmy na serwis suno.ai: tam sztuczna inteligencja napisze piosenkę na zadany temat, dorobi do niej muzykę w dowolnym gatunku. Testowaliśmy ten serwis, zamówiliśmy napisanie 20 utworów o industrial maths w gatunkach od heavy metalu po country. Były niezłe, np. w country tekst zaczynał się „I'm a simple country boy, but algebra of feelings...” („Jestem prostym wiejskim chłopakiem, ale algebrą uczuć...”). I są to dobrze brzmiące ludzkie głosy, a nie jakiś elektroniczny, skrzeczący głos, niczym w marszu robotów w „Podróżach pana Kleksa”.

Michał Kubiak: Moim zdaniem najciekawsze są różnego rodzaju przeróbki, parodie, kurioza muzyczne, które można tworzyć przy pomocy AI. Na przykład bierzemy głos jednego wykonawcy, żeby zaśpiewał piosenkę kogoś innego. Ciekawe rezultaty uzyskuje się także np. biorąc kawałek w stylu rap i przepuszczając przez algorytm, który przerobi go na operetkę bądź operę.

Słuchałam paru kawałków, bardzo mi się podobało.

M.K.: Słuchaliśmy tych utworów z kolegami z chórów filharmonicznych i mieliśmy niezły ubaw. W dodatku te kompozycje wcale nie są złe, oczywiście raz to wychodzi lepiej, raz gorzej, ale zdarzają się rodzynki, których bym chętnie posłuchał na żywo.

K.K.: Wielu ludzi nie wychwyci różnicy między utworem stworzonym przez AI a tradycyjnie nagranym coverem. Poza tym, aby nagrać taki utwór operowy czy operetkowy potrzebowalibyśmy np. orkiestry, śpiewaka, sprzętu nagrywającego, odpowiedniej sali. A tu wszystko robi się od razu „samo”.

To chyba źle wróży branży muzycznej.

M.K.: I tak, i nie. Jestem ciekawy, co się wydarzy w przyszłości. Na razie serwisy tworzące muzykę AI funkcjonują samodzielnie, ale wkrótce będziemy mogli naszego asystenta AI poprosić o skomponowanie muzyki pod nasz aktualny nastrój – już teraz łatwy do ustalenia, gdy pracujemy z aplikacjami. Asystent będzie też wiedział, co robiliśmy w mediach społecznościowych danego dnia, co pisaliśmy i czego szukaliśmy, więc jeśli np. przeżywamy rozstanie z partnerem, dostaniemy piosenkę na miarę „Love me tender”, w której znajdą się odpowiednie imiona.

K.K.: Z technicznego punktu widzenia AI już dziś potrafi to zrobić, tylko trzeba dać jej takie zadanie.

M.K. To prawda. Tyle, że dziś patrzymy na jej osiągnięcia z perspektywy „wow, AI już potrafi to zrobić”, ale za chwilę artyści, żeby się wyróżnić, będą musieli nam udowodnić, że „wow, ludzie jeszcze potrafią to zrobić”. I ludzie będą się starali, ci, dla których muzyka stanowi sens życia. Natomiast na pewno zostanie zawłaszczony przez algorytmy „środek”, muzyka łatwa, prosta i przyjemna, muzyka funkcjonalna, która leci w tle, w domu czy w pracy.

Jak widać technologie zmieniają nasze życie, także to artystyczne.

K.K.: Ta zmiana dzieje się od początków istnienia ludzkości. Zmienię dziedzinę z muzycznej na plastyczną. Człowiek, który namalował pierwsze obrazy naskalne musiał zdobyć łuczywo i barwniki, choćby węgiel drzewny. Potem długo ważnym elementem szkolenia malarzy był wyrób farb. Każda pracownia, każdy mistrz mieli swoje patenty. Kilkaset lat później weszła produkcja przemysłowa i okazało się, że farby można kupić w sklepie i najważniejsze zaczęło być to, co namalujesz – dlatego mógł powstać np. impresjonizm i sztuka współczesna.

Warhol czy Picasso mieli oryginalne pomysły, ale ich wykonanie wymagało wiele trudu. Weźmy zdjęcie wykonane przez Philippe’a Halsmana pt. Dali Atomicus, na którym widać Salvadora Dali z latającymi kotami, rozlewającą się w powietrzu wodą – aby je zrobić, fotograf wykonał ponoć 28 podejść, sesja trwała wiele godzin. Dzisiaj dzięki Photoshopowi, a teraz AI próg trudności obniża się, wystarczy mieć pomysł, a algorytm go coraz łatwiej zrealizuje.

Czy obsługiwanie narzędzi AI, na poziomie użytkownika, jest trudne?

K.K.: Samo wprowadzenie danych, pisanie komend, jest stosunkowo proste, to się nazywa prompt engineering. W serwisach takich jak wspomniane suno.ai podaje się po prostu słowa-klucze. Dla ludzi z mojego pokolenia naturalne jest posługiwanie się komputerem za pomocą klawiatury, dla tych niecałe dwadzieścia lat młodszych będzie to pisanie na smartfonie, ale dzieciaki lub nastolatki wyjmują smartfon i mówią: Google, powiedz mi to i to. Wszystko zmierza do maksymalnych ułatwień w komunikacji, informatycy mówią czasem obraźliwie, że musi być „idiotoodporne”.

Ale istotniejsza wydaje mi się inna kwestia: wyobraźmy sobie, że jakiś dyletant usłyszał w szkole słowo operetka, nie uważał na lekcji, nie wie, co to jest, ale wrzuca wyraz w algorytm i powstaje dzieło niezwykłe, coś co jest oryginalną kreacją. A ten człowiek, robiąc to dla tzw. beki, nie zdaje sobie nawet sprawy z jej wartości. Dlatego, być może, trzeba będzie zredefiniować to, czym jest twórczość, oryginalność, bo jeśli jest dużo takich „dzieł”, to sam rachunek prawodpodobieństwa pokazuje, że mogą powstać rzeczy na miarę Salvadora Dalego. I to niekoniecznie dlatego, że ktoś miał jego kompetencje i talent.

Widzieliście panowie coś rzeczywiście wspaniałego, na poziomie mistrza, wśród tych obrazów generowanych przez AI?

M.K.: Praca pt. The Electrician zdobyła pierwszą nagrodę w kategorii kreatywnej w fotograficznym konkursie Sony World Photography Awards, choć została wykonana przy pomocy AI. I na odwrót – zdjęcie flaminga w charakterystycznej pozie autorstwa Miles Astray zajęło trzecie miejsce w kategorii obrazów AI oraz wygrało nagrodę publiczności w konkursie 1893 Awards' Color Photography Contest. To pokazuje, jak te światy AI i sztuk graficznych się przenikają. Coraz większą popularność zdobywają także filmy tworzone za pomocą algorytmów. Trudno sobie wyobrazić dziedzinę sztuki, na którą AI nie wywrze wpływu.

Droga AI, napisz kryminał, w którym będzie motyw pedofilii, zoofilii, a negatywnym bohaterem będzie 9-letnia dziewczynka.

M.K.: Książki tworzone przy pomocy sztucznej inteligencji są sprzedawane, np. na Amazonie, myślę, że ktoś, kto ma trochę wiedzy, mógłby taki tekst z drastycznymi treściami wygenerować, zapewne samemu tworząc do tego narzędzie, bo w ogólnodostępnych narzędziach AI raczej nie. Natomiast powstają różne pozycje, począwszy od kolorowanek dla dorosłych, poprzez książki dla dzieci, bryki, streszczenia, na powieściach erotycznych kończąc.

K.K.: Mam jeszcze jeden przykład a propos tej generacji twórczości. AI dostała prompt, czyli zlecenie, o treści: „najwyżej sześć linijek, a w nich o miłości i o zdradzie, o muzyce, o murzynach, o wyższych sferach, o nieszczęściu, o kazirodztwie, do rymu i żeby wszystkie słowa były na literę C”. Napisała: „Cyprian cyberotoman, cynik, ceniąc czule czarnej córy cesarskiej cud ciemnego ciała, ciągle cytrą czarował. Czerwieniała cała, cicha, co dzień czekała, cierpiała, czuwała... Cyprian ciotkę całuje, cisnąwszy czarnulę!!”.

Akurat te słowa zostały napisane przez człowieka – to jest fragment „Cyberiady” Stanisława Lema sprzed 50 lat, gdzie wielki konstruktor Trurl stworzył cyfrowego poetę Elktrybałta. Inna sprawa, że Lem poświęcał sporo miejsca sprawom dotyczącym erotyki, zarówno w tekstach literackich, ale też w felietonach i miał szereg przewidywań, tak, jeśli chodzi o rozwój branży robotycznej, jak i chemseksu, czyli łączenia środków zmieniających świadomość z aktywnością seksualną, co najlepiej opisał w „Kongresie futurologicznym”.

M.K.: O trendzie chemseksu od paru lat jest coraz głośniej, w zasadzie jest to bliźniacze do wykorzystania różnych narzędzi rzeczywistości wirtualnej w tej dziedzinie życia.

Co będzie, jak się na to nałoży sztuczną inteligencję i robotyzację? AI już działa w branży erotycznej?

M.K.: W 2018 r. wyszła świetna antologia esejów „Robot Sex” wydana przez wydawnictwo Massachusetts Institute of Technology, jedną z najważniejszych uczelni technicznych na świecie. Przedstawiono w niej to, co wtedy było dostępne: proste seks-roboty, zabawki erotyczne, różne technologie wirtualnej rzeczywistości, co było punktem wyjścia, żeby zająć się poważniejszymi pytaniami: co to znaczy być człowiekiem, co to znaczy być robotem, czym jest seks. Zastanawiano się też, jak to wszystko, kiedy połączymy te elementy, wpłynie na ludzi, na maszyny w przyszłości, na postrzeganie płci, moralność.

Firma wiodąca w dziedzinie AI, OpenAI, od maja tego roku prowadzi wewnętrzne badania, czy i w jaki sposób dopuścić w swoich modelach tworzenie treści erotycznych, ale też wulgarnych i związanych z przemocą. To się spotyka z krytyką, zwłaszcza, że badania pokazują, że już dziś kobiety są pokazywane w obrazach tworzonych przez sztuczną inteligencję w bardziej przeseksualizowanych ubraniach czy pozach. Oczywiście istnieje już cały biznes różnych serwisów typu AI Girlfriends.

K.K.: Chciałbym zwrócić waszą uwagę na serwisy umożliwiające interakcje z tzw. virtual girlfriends. Konfigurujesz tam sobie dziewczynę, z którą możesz toczyć rozmowy. Rozmowa może dotyczyć wszystkich tematów, nie tylko erotycznych. Miesięczny abonament potrafi być dość wysoki. Ludzie się bardzo przywiązują do swoich wirtualnych „drugich połówek”, więc płacą. A jak nie zapłacą, zostają od nich odcięci. Największą groźbą jest wykasowanie takiego wirtualnego bytu.

Od virtual girlfriends tylko krok do seks lalek – robotów.

K.K.: W jednym z projektów mieliśmy okazję się przyjrzeć tym kwestiom. „W ciągu dekady przeszedł syntetyczny seks piękną drogę od pierwszych modeli, nadmuchiwanych i nakręcanych ręcznie, aż do prototypów z termoregulacją i sprzężeniem zwrotnym” – to akurat słowa Stanisława Lema napisane kilkadziesiąt lat temu, ale bardzo dobrze pasują do momentu, w którym się teraz znajdujemy.

Najwięcej takich lalek jest projektowanych i produkowanych w Stanach Zjednoczonych oraz w Chinach. Lalki mówią po angielsku. Poza nim chiński, japoński, koreański... Cała Azja. Te lalki kosztują nie więcej niż 10 tys. dol., mają ruchomy szkielet, mogą przybierać różne pozycje. Są niczym luksusowe limuzyny, podgrzewane, z miłą w dotyku skórą. I choć produkowane są taśmowo, to niczym owe limuzyny, mają bardzo wiele opcji konfiguracji w obszarach wyglądu, funkcjonalności i zainstalowanej elektroniki.

Ale co jest najważniejsze w tym wszystkim? Takie seks-lalki będą wśród tych rzeczy, które będą mieć największy wkład w rozwój robotów humanoidalnych. M.in. ze względu na pieniądze dostępne w branży erotycznej. I rozwiązania wypracowana w tym obszarze zostaną następnie przeniesione do robotów funkcjonujących w innych dziedzinach życia.

Przejdźmy do podsumowania – do czego doprowadzą nas te zmiany, w jaki sposób zmienimy się, jako ludzkość?

M.K.: Ludzcy twórcy zawsze będą funkcjonować, tworzenie sztuki to pewna postawa egzystencjalna. Natomiast można odnieść wrażenie, że w kręgach związanych z AI dyskusje o zmianach i zagrożeniach toczą się nieco osobno – tu zagrożenie dla artystów, gdzie indziej zmiany dotyczące bliskości i relacji, a jeszcze w innym miejscu dyskusja o przyspieszeniu rozwoju nowych substancji i zdrowiu psychicznym – tymczasem to różne wątki wielkiej, nadchodzącej technologicznej zmiany, której skutki są trudne do przewidzenia.

K.K.: Te wszystkie – żeby nie było, ważne – pytania rodzą pokusę, żeby to uregulować. Moja teza jest taka, że jak niektórzy wezmą się za regulowanie, to będziemy mieć lepszą bekę niż z rapowej operetki stworzonej przez AI.

Michał Kubiak – z wykształcenia fizyk, z doświadczeniem w zarządzaniu projektami, pracy nad zagadnieniami AI i rynków cyfrowych (m.in. w brukselskim think tanku), industrial maths – wieloletni współpracownik Centrum Zastosowań Matematyki i Inżynierii Systemów. Ponadto zawodowy śpiewak chóralny – tenor.

Dr Kamil Kulesza – matematyk, fizyk, informatyk. Studiował za granicą, doktorat z kryptografii zrobił w PAN. Po doktoracie na University of Cambridge zajmował się m.in. industrial maths i algorytmami. Założyciel Centrum Zastosowań Matematyki i Inżynierii Systemów, działającego w strukturach Polskiej Akademii Nauk.

Rozmawiała: Mira Suchodolska

Jesteśmy na Google News. Dołącz do nas i śledź Strefę Edukacji codziennie. Obserwuj
StrefaEdukacji.pl
!

Źródło:

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na strefaedukacji.pl Strefa Edukacji