Edukacja domowa okiem rodziców. Dlaczego się sprawdza, a co stanowi wyzwanie? Opowiadają rodzice

Barbara Wesoła
Barbara Wesoła
Edukacja domowa okiem rodziców. „Są wyzwania, ale dla nas działa.”
Edukacja domowa okiem rodziców. „Są wyzwania, ale dla nas działa.” GettyImages.com
Udostępnij:
Edukacja domowa (ED) to jedna z możliwych form spełniania obowiązku szkolnego dzieci w Polsce. To alternatywny wybór nauczania i może budzić wiele wątpliwości np. „Czy sobie poradzę? Przecież nie jestem nauczycielem z wykształcenia i mam swoją pracę…” Kluczem jest zmiana przekonania i odkrycie swojego „dlaczego chcę zabrać dziecko ze szkoły”. Pozostałe kwestie są bardzo indywidualne dla każdej rodziny w ED. Jak pokazuje doświadczenie rodziców w edukacji domowej, znalezienie swojego sposobu prowadzać edukacje domowa wymaga czasu, podejmowania różnych prób i szlifowania swojego stylu nauczania, a nawet więcej – życia bez szkoły. Nie dla każdego jest edukacja domowa, ale dla wielu się sprawdza. Zapytaliśmy rodziców – praktyków. Magda, Edyta i Basia opowiadają co sprawia, że u nich edukacja domowa działa oraz jakie mieli na tym polu wyzwania.

Wyzwania w edukacji domowej okiem rodziców. Co dla Was było najtrudniejsze?

– Największe wyzwania, moim zdaniem, są na początku i trwają tak długo, aż się z nowym systemem uda „dotrzeć”. Edukacja domowa może wyglądać jak szkoła w domu, tylko 1 na 1 i wtedy wszystko odbywa się według planu lekcji, albo też w drugą stronę, przybierać formę uschoolingu, czyli zupełnego braku planu na to czego, kiedy i jak mamy się uczyć – opowiada Basia, której córka w edukacji domowej spędziła 5 lat podstawówki, a po dwuletniej przerwie i powrocie do szkolnej ławki, na ostatni rok szkoły podstawowej postanowiła ponownie przejść na nauczanie domowe.

– My testowaliśmy kilka form – gdzieś pomiędzy jedną a drugą skrajnością. Totalny unschooling jest w Polsce niemal niemożliwy, ze względu na konieczność zdawania egzaminów z każdego przedmiotu. Jednak to ciekawa forma edukacji, przez „nie-uczenie”, oczywiście rozumiane przez nie narzucanie sztywnych ram i bez przekonania, że są rzeczy, które „każda osoba powinna wiedzieć”.

– Wracając do wyzwań, trudne było właśnie obranie właściwego systemu i dopasowanie go do funkcjonowania rodziny. Mam jeszcze drugie dziecko, które uczęszcza do szkoły, a także na różnego rodzaju terapie. Pracuję, ale wtedy, gdy zaczynaliśmy – tylko dorabiałam od czasu do czasu, zajmując się głównie dziećmi. Tak to wyglądało przez pierwsze 3 lata edukacji domowej córki. Jednak klasa 4, kiedy podjęłam już pełną aktywność zawodową, a córka przeskoczyła z zupełnie bezproblemowego etapu wczesnoszkolnego na tzw. drugi etap edukacji, odczułyśmy obie, że zaczęły się schody.

Na czym polegały te trudności?

– Córka nie miała problemu z przyswojeniem wiedzy i nowymi przedmiotami, ale oczekiwała i potrzebowała większego wsparcia w tym, aby się nauką nie znudzić. Również znajomi stopniowo zaczęli mieć mniej czasu, bo popołudnia spędzali na zajęciach dodatkowych lub zdaniach domowych, więc brakowało jej wspólnego z nimi czasu. Pojawiły się wątpliwości, czy „dobrze robię”.

Trzeba było zmienić dotychczasowy tryb pracy, z luźniejszego na grafik z konkretnym planem, abym mogła dostosować pracę do nauczania. Przy czym, córka chętnie wertowała materiały, źródła, wymyślałyśmy różne projekty – byłam w tym dla niej bardziej towarzyszem i mentorem niż osobą, która naucza. W końcu doszlifowałyśmy własny tryb edukacji, ale życie przyniosło inne wyzwania, związane m.in. z wyprowadzką i większymi obowiązkami dla mnie, a także potrzebami młodszego syna.

Stąd decyzja o powrocie do szkoły?

– Tak. Powrót córki do szkoły miał być pewnego rodzaju odciążeniem mnie z odpowiedzialności, przy czym ona sama chciała spróbować jak to jest w tradycyjnej szkole. Już pierwszy rok pokazał, że to nie nasza bajka. Nie tylko przez pandemię i nieudolne nauczanie zdalne. Podsumowując, mogę powiedzieć, że to tradycyjna szkoła jest dla nas większym wyzwaniem oraz ograniczeniem niż edukacja domowa. A czynników, które na to wpływają jest bardzo dużo i są mocno indywidualne, nie sposób mierzyć wszystkich jedną miarą.

Dla Edyty, mamy nastolatka i przedszkolaka, problemem było i do dziś czasami jest, tłumaczenie się ze swojej decyzji. Dlaczego zdecydowałaś się na edukację domową?

– Sama edukacja, jak i domowa, tak i w szkole ma swoje plusy i minusy. W szkole, w pierwszych latach podstawówki syn miał problemy z dopasowaniem się do rytmu szkoły. Był dzieckiem bardzo żywym i ciężko było mu wysiedzieć w ławce, czy nie przerywać nauczycielom podczas lekcji zadając liczne pytania. Jakoś przetrwaliśmy do czwartej klasy, ale system szkolny kolidował też z naszymi oczekiwaniami od codziennego życia. Uprawiamy z mężem wolny zawód, który pozwala nam podróżować z pracą po Polsce. Nie chcieliśmy ograniczać się tylko do wakacji i weekendów. Natomiast nie forma edukacji nie stanowiła dla nas wyzwanie, ale niezrozumienie w rodzinie i częste komentarze, pytania ludzi, sugerujące, że robimy źle.

– Długo mi zajęło, aby zrozumieć, że nie muszę się tłumaczyć i przekonywać świata do swoich wyborów. Mojej rodzinie służą. Dziś syn jest w szkole średniej, ma niezłe stopnie, jest zadowolony z życia i mierzy się z problemami typowymi dla nastolatków, poza niewyspaniem i dużą ilością zadań domowych.

Magda, mama dwóch córek, wyznaje, że dla niej, jako mamy, wyzwaniem były własne przekonania

– Dla mnie to były moje osobiste przekonania i ograniczenia, ciągle się martwiłam czy wszystko zdążymy przerobić, że egzamin zdany na 60 proc. to za mało, że córki będą mniej wiedzieć niż dzieci szkolne. Stresowałam się egzaminami. Więc największym wyzwaniem było ogarnąć siebie i zaufać dzieciom.

Czy udało się te wątpliwości rozwiać?

– Wątpliwości tak, ale wyzwania się pojawiają. Okazało, że starsza córka jest w swoim uczeniu bardzo samodzielna, ale młodsza potrzebuje mentorskiego prowadzenia. Ja w tym samym czasie zaczynałam pracę na etacie i wyzwaniem teraz największym jest czas. Po prostu brakuje mi czasu na ten mentoring – zauważa Magda.

Dlaczego edukacja domowa sprawdza się w waszej rodzinie?

– Dla nas sprawdza się, ponieważ pozwala organizować życie tak jak chcemy i przede wszystkim córka uczy się we własnym tempie – mówi Basia – poświęca na dany temat tyle czasu ile potrzebuje lub uznamy za stosowne. Ma świadomość, że coś wie lub rozumie lepiej, a coś gorzej i sama decyduje, na ile może z tym iść dalej. Mając wytyczne do egzaminów i podstawę programową możemy podzielić materiał na bloki tematyczne, nawet tygodniowe, co bardzo lubimy. Przeskakiwanie z tematu na temat co 45 minut było wyczerpujące i zniechęcające.

– Nie boimy się konsekwencji i tej odpowiedzialności, jaką musimy podjąć, ucząc się w domu. Nawet nas to napędza. Myślę, że wiele czynników przeważa tę szalę, że edukacja domowa sprawdza się u nas bardziej niż tradycyjna szkoła: osobowość córki, miejsce zamieszkania, rodzaje szkół w okolicy, styl życia. Natomiast syn chodzi do szkoły i to właśnie przez charakter. Lubi pracować w rutynie, zrobić swoje i odhaczone. Tam, gdzie córka czuje się jak ryba w wodzie, syn widziałby chaos. Można powiedzieć, że edukacja domowa sprawdza się w naszej rodzinie, ale dla niektórych jej członków – podsumowuje Basia.

– Dla nas z kolei, tak jak wspomniałam wcześniej możliwość łącznia podróży ze szkołą była celem. Syn docenia też cały wolny czas, który może poświęcić na swoje zainteresowania, odpoczynek czy podróże. Mimo sporej ilości programu w liceum, opanowanie materiału zajmuje mu tylko jakiś ułamek czasu, który normalnie poświęciłby na to samo w tradycyjnym środowisku szkolnym. Ludzie dopytują mnie, czy syn nie traci czasu przed ekranem, czy grając na konsoli na kanapie. Tak, jakby myśleli, że to jedyne, o czym dzieci i młodzież myślą w wolnym czasie. Tak, syn gra w gry, nawet je powoli tworzy i jest to jedna z jego pasji, dlatego całkiem sporo czasu spędza przy komputerze. Jednak wciąż z własnej woli, i dużo mniej niż ja, kiedy z racji wykonywanego zawodu patrzę w ekran ponad 60 h w tygodniu – dodaje z refleksją Edyta.

– Na to pytanie trudno mi jednoznacznie odpowiedzieć. Czasem działa lepiej czasem gorzej lub z jedną córką działa lepiej, a z drugą gorzej. Ale na pewno działa w temacie swobody, można planować życie bardziej indywidualnie. Mini wakacje w marcu nie są problemem. Swoboda w wysypianiu się, brak pośpiechu. Swoboda w tym jak, czego i ile się uczymy – na zasadzie – nie lubię matmy, więc ogarniam ja powiedzmy na 60 proc., bo daje mi to podstawę do zaliczenia i ogarnięcia kolejnego roku. Uczę się tej matmy tylko przez miesiąc, zdaję egzamin i mam już czas na rzeczy, które mnie bardziej interesują.

– Dla naszej rodziny ważne są też inne wartości, które wspiera ED: uczy samodzielności i odpowiedzialności, uczy szukać odpowiedzi samodzielnie. A to są, według mnie, najlepsze podwaliny, to tak potrzebnego krytycznego myślenia – dodaje Magda.
ED daje też dużo w temacie relacji rodzic – dziecko, częściej rozmawiamy, dyskutujemy, sprzeczamy się. Wiem, co u nich słychać, co je interesuje, co jest dla nich ważne. Oczywiście z zachowaniem granic i nie mieszaniem ról w rodzinie. – podsumowuje Magda.

Czy dzieci miały wątpliwości i chciały wrócić do szkoły?

– Starsza córka miała wątpliwości przez całą 7 klasę, brakowało jej relacji z rówieśnikami i bardzo była ciekawa jak jest w szkole. Teraz kończy 8 klasę w systemie. Generalnie jest zadowolona, nie spięta szkołą, oceny jej nie wartościują, a egzamin ósmoklasisty nie wywołał specjalnych emocji. Jak przez 5 lat obrobiło się już tyle egzaminów, to tutaj to już pikuś. – mówi Magda i dodaje, że decyzja ostatecznie należy do dziewczyn. – Młodsza teraz tez się zastanawia co dalej. Jeszcze nie podjęła decyzji. Czekamy na jej sygnał. Czasem zapyta nas o to, jakie my widzimy plusy i minusy, ona opowiada o tym jak u niej i odchodzi. Nie decyduje jeszcze.

Basia, Ty również doświadczyłas powrotu do systemu przez córkę.
– Ten pomysł wyszedł ode mnie i wynikał z moich obaw – cyz czegoś córce nie odbieram. Po dwóch latach nauki w szkole, która była ciekawym doświadczeniem, wiemy już, że na pewno edukacja domowa jest niemal skrojona na miare potrzeb mojej nastolatki. Córka blagała o powrót do samodzielnej nauki w domu.

Można powiedzieć, że edukacja domowa podobnie, jak tradycyjna szkoła może przynosić różne wyzwania i narzucać obowiązki. Z wypowiedzi naszych rozmówczyń wynika, że w edukacji domowej te zasady są dopasowywane do potrzeb rodziny. W szkole również pojawiają się różne problemy, a to brak kompetentnego nauczyciela, a to konflikt w klasie, szybkie tempo lub – dla wysoce uzdolnionych uczniów- za wolne. Towarzystwo rówieśników kontra doświadczanie przemocy. A w edukacji domowej — konieczność samodzielnej nauki, kierowania swoją pracą, zarządzanie czasem, zachowanie i utrzymanie przyjacielskich relacji, samo dyscyplina. A także większa pomoc rodziców, również czasowa — przynajmniej na pewnym etapie edukacji domowej. Nie ma jednego idealnego systemu nauczania dla wszystkich — to, co działa, dla jednego ucznia, nie musi działać dla drugiego.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Nastroje wśród uczniów w minionym roku szkolnym

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Strefa Edukacji
Dodaj ogłoszenie