„Bóg stał się człowiekiem, więc my musimy stać się dla siebie bardziej ludzcy”. O Bożym Narodzeniu rozmawiamy z o. Maciejem Biskupem OP

Magdalena Konczal
Magdalena Konczal
O duchowym wymiarze świąt Bożego Narodzenia rozmawiamy z o. Maciejem Biskupem OP
O duchowym wymiarze świąt Bożego Narodzenia rozmawiamy z o. Maciejem Biskupem OP fot. Sebastian Nycz
Boże Narodzenie to nie tylko prezenty, św. Mikołaj czy zapach makowca. Dla chrześcijan to jedne z ważniejszych świąt w ciągu roku, w trakcie których wspomina się tajemnicę Boga-człowieka. O tym, czym jest wcielenie, przed jakimi dylematami stawali Maryja i Józef, a także, na czym polega duchowy wymiar świąt, porozmawialiśmy z o. Maciejem Biskupem OP.

Coraz częściej odchodzi się od religijnego i duchowego wymiaru świąt. Sporo osób traktuje ten czas jak okazję do wspólnego spędzanie czasu z rodziną czy wręczenia sobie prezentów. Jak Ojciec sądzi, z czego to wynika?
To zjawisko wpisuje się w szerszy proces odchodzenia ludzi od praktyk religijnych i wiary. W Polsce jesteśmy świadkami kryzysu religijności. Mówi się, że młodzi ludzie w naszym kraju w tej chwili sekularyzują się w najszybszym tempie, jeżeli chodzi o Europę. Ta sekularyzacja wynika m.in. z kryzysu kościoła instytucjonalnego, upadku autorytetu duchownych, a także nadużyć, które są ujawniane.

Nie bez znaczenia jest też globalizacja sposobu przeżywania świąt, bo wzorce z innych krajów docierają i do nas. Poza tym wpływ na to, co obecnie obserwujemy, miała też pandemia. Część osób już nie wróciła do kościołów. Myślę jednak, że głównym elementem odchodzenia od religijnego przeżywania świąt jest utrata czy kryzys wiary.

Chciałabym, żebyśmy zatrzymali się przy tym duchowym wymiarze świąt, bo mam wrażenie, że często nawet chrześcijanie nie do końca wiedzą, co świętują. Mówi się, że są to urodziny Jezusa, ale na czym polega głębszy wymiar Bożego Narodzenia?

Dla mnie jako chrześcijanina, ale też człowieka, który po prostu szuka dla siebie nadziei, głębszy wymiar świąt to wiara w Boga, który nie jest obojętny wobec mnie. Nie jest On jedynie obserwatorem mojego życia, który poucza i komentuje to, co robię. Bóg stał się człowiekiem, czyli wszedł w moją rzeczywistość.

Do mnie bardzo przemawia fragment Ewangelii o Zacheuszu. Jezus przychodzi do Jerycha i mówi do Zacheusza: „Dzisiaj chcę być u ciebie w domu”. I to jest właśnie ten najgłębszy wymiar świąt, Bóg, który staje się człowiekiem, mówi: „Chcę być u ciebie w domu”.

Przez swoje narodziny pokazuje nam, co jest naprawdę ważne. Wszyscy czekają na magię świąt, ale ta magia nie będzie miała miejsca, jeżeli nie będziemy mieć dla siebie jako ludzie uważności, czułości, delikatności, jeżeli nie będziemy potrafili ze sobą rozmawiać. W świętach Bożego Narodzenia chodzi o to, by to, co boskie, stawało się też ludzkie. Nie wystarczy więc pójść na pasterkę czy odśpiewać kolędy na Wigilii. Skoro Bóg stał się człowiekiem, to my musimy stać się bardziej ludzcy dla siebie nawzajem.

W jaki sposób?
Warto mieć oczy otwarte na innych. Niektórzy mówią, że nie lubią świąt Bożego Narodzenia i boją się ich, bo jest ogromna presja, jeżeli chodzi o bliskość i atmosferę rodzinną, a później okazuje się, że przy stole siedzą osoby, które są na siebie obojętne, nie słyszą siebie, mówią o rzeczach bardzo górnolotnych, ale nie potrafią usłyszeć tego, co przeżywają i czują. Brakuje uważności, również uważności na samego siebie.

Święta to dobry czas, by być dla siebie łagodnym, zaopiekować się sobą, nie podchodzić do życia jedynie w sposób zadaniowy, uczyć się odpoczywania. To słowo – uważność – jest dla mnie słowem kluczem, jeżeli chodzi o ten adwent i tegoroczne święta.

Bóg, stając się człowiekiem, pokazuje, że jest uważny na nas, nie jest jedynie kimś z zaświatów, ale kimś bliskim. Poza tym Jezus, stając się niemowlęciem, przedstawia się nam jako osoba, która sama potrzebuje opieki, łagodności, przyjęcia – to wszystko jest katechezą Boga. On zna smak życia. Jeżeli wierzymy we wcielenie, w to, że Bóg stał się człowiekiem, to wierzymy także, że na początku był dzieckiem, które potrzebuje czułości i delikatności.

No właśnie, w kontekście Bożego Narodzenia bardzo ważnym słowem jest wcielenie. Co ono oznacza?
Tajemnica wcielenia mówi nam o tym, że Bóg stał się człowiekiem, a jego człowieczeństwo jest pełne. On nie przebrał się w człowieczeństwo, nie było ono jedynie pozorne, jak mówiła jedna z herezji z pierwszych wieków – doketyzm. Jezus, stając się człowiekiem, przyjął od Maryi i od swoich przodków sposób myślenia, kulturę, język, a także religię. Chrystus jest Bogiem, ale jako człowiek przyjął judaizm i w tej wierze był wychowany. Musiał też rozeznawać, kim jest i tak jak każdy z nas dokonywać wyborów. Był nawet kuszony na pustyni.

Dogmat o wcieleniu mówi też, że Jezus jest człowiekiem na zawsze. Do Nieba wstąpił więc w swoim ludzkim ciele. Kiedy po zmartwychwstaniu pokazał się uczniom, to na tym ciele była zapisana jego ludzka historia – rany. Jezus wraca do Ojca jako Bóg, ale też jako człowiek.

Jest taki piękny tekst jednego z Ojców Kościoła – św. Grzegorza z Nyssy. Komentując jeden z Psalmów, mówi, że Chrystus wraca do Nieba jako baranek i nie zostaje rozpoznany przez aniołów, bo oni oczekują Lwa Judy (to jeden ze starotestamentowych obrazów Mesjasza). Nie rozpoznają go, bo przychodzi baranek ubrany w ludzką tunikę, pokrwawioną ludzkimi cierpieniami. To jest pewna metafora, ale ona pokazuje, że Chrystus jest człowiekiem i pozostaje nim na zawsze.

Dużo mówimy o tym ludzkim wymiarze świąt i człowieczeństwie. Myślę, że warto by było też w taki sposób spojrzeć na Maryję i Józefa, bo często patrzymy na nich jedynie przez pryzmat świętości, a przecież byli oni ludźmi, którzy doświadczali różnych problemów i dylematów.

Tak, oczywiście. Trzeba by było trochę odbrązowić te postacie, nawet jeżeli są święte. Maryja miała dylematy i my to widzimy w Ewangelii. Kiedy anioł mówi jej, że urodzi Syna Bożego, to ona trzeźwo pyta: „Jak się to stanie, skoro nie znam męża?”, czyli dosłownie tłumacząc: „Między mną a Józefem jeszcze nie było współżycia”. Jest ona osobą, która twardo stąpa po ziemi. Warto też wyjaśnić, że Maryja i Józef, choć byli po zaślubinach, jeszcze ze sobą nie mieszkali. Zgodnie z tradycją żydowską dopiero po jakimś czasie rodzina w orszaku procesyjnym zaprowadzała nowożeńców do ich własnego domu i dopiero wówczas mogli rozpocząć pożycie małżeńskie.

Józef też ma różne dylematy. On nie rozumie tego, co się dzieje. Pierwsza myśl, jaka może mu przychodzić do głowy to: „Czy Maryja mnie zdradziła?”. Józef był cadykiem, w judaizmie to osoba sprawiedliwa, która potrafiła dobrze odczytywać Prawo Boże i do której przychodzono się radzić. I nagle on sam jest w takiej sytuacji, że nie wie, jak postąpić.

Staje przed poważnym dylematem…
Jeżeli Maryja by go zdradziła, to grozi jej ukamienowanie. On jest człowiekiem wrażliwym, nie chce, żeby Maryi stała się jakaś krzywda, ale też nie może jej przyjąć, bo ona jest w stanie błogosławionym, a jeszcze nie było obrzędu wprowadzenia nowożeńców przez rodzinę do domu. Postanawia ją oddalić i wtedy przychodzi do niego anioł. Oczywiście powinniśmy pamiętać, że jest to pewien obraz, ale Józef wchodzi w jakąś medytację, głęboką modlitwę, rozważa to w Bogu i wtedy przychodzi rozwiązanie.

Co zachowanie Maryi i Józefa pokazują współczesnym chrześcijanom?
Maryja i Józef od samego początku mają pytania, pokazują więc nam, że wiara szuka zrozumienia, rodzi się z pewnego zmagania. W wierze jest więcej pytań i wątpliwości niż odpowiedzi i jasnych rozwiązań. Zarówno w ujęciu chrześcijańskim, jak i żydowskim jest ona drogą. A jak człowiek jest w drodze, to może być zdezorientowany, zmęczony, zniechęcony, może go złapać zadyszka.

Dlaczego Bóg, stając się człowiekiem, przyjął właśnie postać małego dziecka? A na dodatek Jego narodziny miały miejsce w bardzo ubogich warunkach…

Dlatego, że Bóg wchodzi w ludzką rzeczywistość jako osoba, która słucha. Jezus swojej drogi nie rozpoczyna od nauczania, jest niemowlęciem, a więc nie mówi, on słucha. Bóg przychodzi jako niemowlę, ale też jako żebrak, bo nie chce siłowo dokonać moralnej rewolucji w człowieku, ale przede wszystkim chce, żebyśmy mu zaufali.

Chrześcijaństwo nie zaczyna się od moralizowania: „Jesteś zły i powinieneś to zmienić”, ale od łagodności i afirmującej prawdy: „Jesteś dla mnie ważny/a”. Na kartach Ewangelii możemy zauważyć, że Jezus jest osobą uważną na drugiego człowieka. Św. Paweł pisze: „On istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie”. Myślę, że Jego pokora – od narodzin w ubogich warunkach po śmierć na krzyżu – w totalnym ogołoceniu samego siebie sprawiają, że my nie musimy czuć się wystraszeni, ale możemy otworzyć swoje serca.

O czym powinniśmy pamiętać, żeby dobrze przeżyć te ostatnie dni przygotowań do świąt?
Myślę, że bardzo ważne jest, by nie podchodzić do przygotowań w sposób perfekcyjny. Te zewnętrzne przygotowania takie jak sprzątanie czy prezenty nie muszą być dopracowane w każdym szczególe. Ważne jest, by przed świętami był taki moment zatrzymania. Jeśli ktoś jest wierzący, to warto by dał sobie szansę na sięgnięcie po Pismo Święte czy oddanie się refleksji.

Osoby, które żyją życiem sakramentalnym, mogą skorzystać z sakramentu pojednania, i może warto to zrobić nie na ostatnią chwilę. Ja w ogóle mam wrażenie, że skupienie się jedynie na zewnętrznym przygotowaniu do świąt jest jakąś formą przemocy wobec siebie samego.

A co z samymi świętami Bożego Narodzenia? O czym powinniśmy pamiętać, by był to owocny czas?
Ważne, by nie zabrakło elementu duchowego. I nie mówię tu o sprawach czysto rytualnych jak pójście do kościoła. Chodzi mi raczej o czas na modlitwę czy refleksję. Poza tym znów wraca do nas słowo uważność. Warto w czasie świąt Bożego Narodzenia być na siebie nawzajem uważnym. Więcej na ten temat mówię w tegorocznych rekolekcjach o sztuce uważności, zapraszam do ich odsłuchania.

Święta to nie czas bezczynności, ale czas najważniejszej czynności w życiu, czyli bycia z drugim człowiekiem, okazania mu czułości, bliskości i wysłuchanie go. Myślę, że wielu z nas cierpi przez to, że nie jesteśmy wystarczająco usłyszani. W święta skupiamy się na tym, co kto zje albo co kto przygotuje, a brakuje uważności na drugiego człowieka z tym wszystkim, co on aktualnie przeżywa.

- - -
Maciej Biskup OP – dominikanin. Święcenia kapłańskie przyjął w 1998 roku. Po studiach doktoranckich z teologii dogmatyczno-fundamentalnej na UAM. Był m.in. wychowawcą dominikańskich nowicjuszy i studentów, redaktorem naczelnym oficyny „W drodze” i przeorem w Szczecinie. Obecnie jest przeorem w klasztorze w Łodzi. Zaangażowany w dialog ekumeniczny i dialog z judaizmem. Publikował na łamach m.in. „W drodze”, „Więzi”, „Tygodnika Powszechnego”, „Znaku” i „Kontaktu”. Autor książek „Zaskoczony wiarą. Między Jerychem a Jerozolimą”, „Ocalić w sercu”, „Nieostatnie kuszenie. Jak przetrwać noc Kościoła” oraz serii na Youtube „Jezus – Żyd praktykujący”, popularyzującej związki chrześcijaństwa z judaizmem.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wystawa "Biczowani" w galerii ORAC

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na strefaedukacji.pl Strefa Edukacji
Dodaj ogłoszenie