Co zamiast szkoły? Nieszkoła! „Polski system edukacji potrzebuje uwolnienia i różnorodności”

Magdalena Konczal
Magdalena Konczal
W nieszkołach uczniowie niekiedy uczestniczą w nietypowych zajęciach.
W nieszkołach uczniowie niekiedy uczestniczą w nietypowych zajęciach. Archiwum Serduszkowej Nieszkoły
Przeładowana podstawa programowa, powszechna „ocenoza”, brak przestrzeni na rozwijanie kompetencji miękkich – to zaledwie kilka grzechów polskiej edukacji systemowej. Coraz więcej rodziców i uczniów mówi „dość” i szuka alternatyw. Czegoś, co byłoby przeciwieństwem współczesnej, tradycyjnej szkoły…

Spis treści

Nieszkoła, czyli edukacja domowa z plusem

Od czasu pandemii i nauki zdalnej lawinowo rośnie liczba osób, które z tradycyjną edukacją nie chcą mieć wiele wspólnego. Rodzice dostrzegają niewydolności systemu, przeładowane klasy, zmęczonych i niedocenianych nauczycieli. Jedni uczniowie uciekają do szkół niepublicznych, inni – coraz częściej decydują się na edukację domową.

W poszukiwaniu nowych dróg edukacyjnych, w rodzicach budzi się chęć do działania. Chcą wziąć z nauczania domowego to, co najlepsze (indywidualny tryb nauki, więcej czasu na odpoczynek i rozwijanie zainteresowań), a jednocześnie nie utracić pozytywnych aspektów tradycyjnej edukacji (spotkania w społeczności, możliwość prowadzenia przez nauczyciela).

Z tej potrzeby powstają nieszkoły – miejsca, w których ważna jest nauka i rozwój, ale nie musi być ona realizowana przy szkolnej ławce i pod linijkę.

Stado szczęśliwych dzieci

Joanna Słowińska, Katarzyna Gawkowska-Marciniak i Diana Równa poznały się, szukając alternatyw edukacyjnych dla swoich dzieci. Zalążkiem ich spotkania stała się grupa w mediach społecznościowych, zrzeszająca lokalnych rodziców, którzy rozmawiają na temat pozasystemowych ścieżek edukacji.

– Czasu miałyśmy mało – mówi Katarzyna Gawkowska-Marciniak, kulturoznawczyni, zajmująca się edukacją teatralną. – Był początek marca, wtedy zazwyczaj miejsca alternatywne są już po rekrutacjach. Ale porozmawiałyśmy o tym, jakie są nasze motywacje, co w tym wszystkim jest dla nas ważne i rzuciłyśmy wszystko na jedną kartę.

Właśnie tak powstała Nieszkoła. Wolskie Stado, w której pierwszy dzwonek zabrzmiałby (gdyby były tam dzwonki) 1 września 2023 roku. Mieści się ona na warszawskiej Woli w budynku DPS „Budowlani”.

– Wizja i idea współpracy dzieci z seniorami od samego początku była dla nas czymś niezwykłym – opowiada Diana Równa, językoznawczyni i wykładowczyni akademicka. – Kiedy dowiedziałyśmy się, że takie miejsce chce z nami współpracować, dokształcałyśmy się w tym zakresie. Tak naprawdę w Skandynawii czy Stanach Zjednoczonych współpraca na linii uczeń-senior nie jest czymś nietypowym, szkoły i przedszkola zakładane są właśnie przy domach seniora.

dziecko ze starszą panią
Organizowane są też zajęcia uczniów z seniorami. Archiwum Nieszkoły Wolskie Stado

Efektem tej współpracy są na przykład warsztaty międzypokoleniowe, w ramach których najmłodsi mogą nauczyć się czegoś od najstarszych i odwrotnie. Realizacja podstawy programowej nie polega jedynie na siedzeniu w ławce i rozwiązywaniu zadań.„Nieuczniowie” uczestniczą na przykład w zajęciach informatycznych Cyfrowy Dialog, ale też codziennie, bez względu na pogodę wychodzą na zewnątrz („Jak dotąd chyba tylko jeden dzień nie byliśmy” – dopowiada Diana). Mają też czas na relaksację, a rano dzieci i dorośli skupiają się w kręgu, by omówić wyzwania, ale też radości, które wydarzyły się w ciągu minionych dni i, które dopiero mają się wydarzyć.

– Brak sztywności obecnej w systemie jest dla nas niezwykle cenny – mówi Diana. – Miejsce alternatywne, które stworzyłyśmy, daje nam elastyczność. W tradycyjnej szkole tego nie ma. Możemy mieć na przykład wspaniale przygotowany program, ale co z tego, kiedy widzimy, że dzieci już, mówiąc kolokwialnie, roznosi i nie są w stanie usiedzieć w miejscu? My wtedy się ubieramy, wychodzimy i dajemy im przestrzeń do wybiegania się, bycia w przyrodzie i eksplorowania.

dzieci na świeżym powietrzu
Dzieci z nieszkoły często przebywają na zewnątrz. Archiwum Nieszkoły Wolskie Stado

Katarzyna i Diana podkreślają, że niezwykle ważne jest dla nich to, co w publicznych szkołach systemowych, mocno kuleje, a więc kompetencje społeczno-kulturalne. Opracowane przez dra Jędrzeja Witkowskiego z Centrum Edukacji Obywatelskiej dane wyłaniające się z badań PISA 2022 jasno pokazują, że polscy uczniowie znajdują się poniżej średniej OECD, jeżeli chodzi m.in. o odporność na stres, asertywność czy kontrolę emocjonalną.

– Sporo czasu poświęcamy na to, by dzieci uczyły się komunikować swoje granice, nazywać emocje – mówi Diana. – Duża część naszych zajęć, także tych programowych, zawiera elementy TUS-ów, czyli treningu umiejętności społecznych. Jednym z naszych najważniejszych założeń jest wprowadzanie porozumienia bez przemocy (NVC).

– Wydaje mi się, że nasza grupa daje możliwość bycia bliżej dzieci, w ich smutkach i radościach. – dodaje Katarzyna. – W szkole systemowej nie ma czasu na rozwiązywanie konfliktów, no chyba że są to konflikty, które przeszkadzają w realizowaniu lekcji.

Założycielki Wolskiego Stada przyznają, że nie brakuje wyzwań. Ich nieszkoła działa dopiero od tego roku szkolnego, idea i założenia wciąż się kształtują, wprowadzane są zmiany, niekiedy łatwo jest na chwilę stracić z oczu dziecko – jego potrzeby i fakt, że każde z nich jest inne.

– W tym wszystkim są edukatorki, które nie mają z nami łatwo – uśmiecha się Katarzyna. – Te pierwsze 2-3 miesiące były dla nas wszystkich wyzwaniem. Wciąż pracujemy nad programem, chcemy dać dziewczynom komfort nauczania i szukamy rozwiązań, które będą dla nas wszystkich w porządku.

W „Stadzie” nad czternaściorgiem uczniów w wieku 6-8 lat czuwają dwie nauczycielki, które są pedagogami specjalnymi. Mają też doświadczenie w innych placówkach. Jak podkreślają założycielki nieszkoły, motywacją do stworzenia takiego miejsca, były ich własne dzieci, a także – niekiedy trudne – doświadczenia szkolne.

W nieszkole zajęcia odbywają się także na zewnątrz, w ogrodzie.
W nieszkole zajęcia odbywają się także na zewnątrz, w ogrodzie. Archiwum Nieszkoły Wolskie Stado

– Uczę swoje dzieci myśleć za siebie, a system to zabija – opowiada Diana. – Te problemy systemu widzę też od innej strony, bo jako wykładowca akademicki mam styczność z młodymi ludźmi. Spotykałam osoby, w różnych miastach i na różnych uczelniach, które myślą, że nie mogą zadawać pytań, mają wręcz wdrukowaną niechęć do dokopywania się do własnych opinii.

Katarzyna dodaje: „Moim zdaniem w państwowym systemie edukacyjnym jest za mało dbania o swój dobrostan i postawienia akcentu na socjalizację. Chciałam stworzyć mojej córce większe możliwości rozwoju, dlatego zaangażowałam się w stworzenie takiego miejsca”.

Formalnie wszystkie dzieci należące do „Stada” realizują obowiązek szkolny poza szkołą. Zapisane są więc do szkoły przyjaznej edukacji domowej, jednak – jak podkreśla Katarzyna – faktyczny ciężar edukacyjny spoczywa na nieszkole. Rodzice nie muszą więc dodatkowo poświęcać czasu na realizację podstawy programowej z dziećmi, co na pewno jest dla nich ułatwieniem.

Nie można zapomnieć jednak o kolejnym wyzwaniu, jakim dla nieszkół są finanse. Szkoły publiczne i niepubliczne co roku otrzymują dotację ze środków publicznych, jednak dla miejsc alternatywnych takie fundusze nie są przewidziane. Wolskie Stado działa jako fundacja.

szafka w szkole
Plakaty na szafie w budynku Nieszkoły Wolskie Stado. Archiwum Nieszkoły Wolskie Stado

– Zajmujemy się pozyskiwaniem pieniędzy w różnych grantach i projektach – mówi Diana. – Udało nam się już je pozyskać zarówno od korporacji, jak i miasta Warszawa. Poza tym rodzice płacą czesne, nie jest ono wysokie w porównaniu do innych miejsc w Warszawie. Zależy nam jednak na tym, żeby edukatorki miały godne pensje.

Założycielki „Stada” nie wykluczają, że ich nieszkoła może za jakiś czas przekształcić się w szkołę. To z jednej strony sprawia, że na społeczność nałożone są konkretne wymagania związane z prawem oświatowym, z drugiej – zapewnia finansowanie.

– Takie rozwiązanie było proste na początek, musiałyśmy działać szybko i skutecznie – mówi Diana. Katarzyna podkreśla z kolei, że tworzone przez nie miejsce wciąż „jest w procesie”.

– Myślę, że fajnie by było spotkać się za parę lat i wtedy pogadać, jakie są efekty – zaznacza.

Serce przyjaznej edukacji

Joanna Idzikowska – założycielka Serduszkowej Nieszkoły – w swojej pracy zawodowej nie ma wiele wspólnego z edukacją systemową (ukończyła studia z marketingu i zarządzania, od 20 lat zajmuje się trawieniem i pasywacją stali nierdzewnej, prowadzi swoją firmę), ale, jak sama podkreśla, lubi wyzwania. Takim wyzwaniem było dla niej stworzenie miejsca, w którym nauka przebiegałabym w sposób przyjazny i swobodny, a jednocześnie skuteczny.

dzieci w kręgu
Dowiedz się, jak wygląda dzień w nieszkole. Archiwum Serduszkowej Nieszkoły

– Przełom przyszedł w okresie pandemii – opowiada Joanna Idzikowska. – Moje dzieci uczęszczały do szkoły niepublicznej, płatnej, sądziłam że będzie tam panować rodzinna atmosfera, natomiast odgórnie narzucano nam jakieś zasady, a kiedy pojawiały się pytania, w odpowiedzi słyszeliśmy: „taka jest nasza oferta”. Kiedy jeszcze zobaczyłam, jak wyglądają lekcje online i od mojego syna usłyszałam, że on już nie chce chodzić do szkoły, postanowiłam, że przechodzimy na edukację domową.

W 2020 roku powstała Fundacja Serca Kreacja, w ramach której – w Tarnowskich Górach – do życia została powołana nieszkoła. Obecnie pieczę nad 30. dzieci sprawuje tam 18. nauczycieli. Formalnie uczniowie zapisani są do Szkoły „Wolno Mi w Gliwicach”. W Serduszkowej Nieszkole nie ma typowych klas podzielonych na konkretne roczniki. Są jednak trzy grupy, które odpowiadają klasom 1-3, 4-5 i 5-7.

– U nas jest nastawienie na naukę podstawy programowej, ale staramy się uczyć tak, by było ciekawie – mówi Joanna Idzikowska.

Zajęcia rozpoczynają się więc kręgiem, a później jest czas na naukę. Plan zajęć ułożono w zależności od dyspozycyjności nauczycieli, którzy nierzadko uczą też w szkołach publicznych.

– Wśród naszych nauczycieli mamy dwóch matematyków, którzy prowadzą ciekawe zajęcia w formie zabawy. Są też poloniści. Oni z kolei potrafią położyć akcent na kulturę i sztukę, realizować pracę twórczą i projektową. Jest też emerytowana nauczycielka historii, która przynosi uczniom listy z czasów II wojny światowej, więc ta nauka jest naprawdę żywa i namacalna. Co ciekawe, w naszym zespole mamy też trenera mentalnego, który uczy dzieci komunikacji i rozwiązywania konfliktów – wylicza Joanna.

W nieszkole nie brakuje zajęć, które mogą okazać się innowacyjne, gdy patrzymy przez systemowe okulary. Mowa o matematycznych zajęciach kulinarnych, gdzie uczniowie mogą o miarach i wagach uczyć się w praktyce, lekcjach fotografii, czy freestyle’owych zajęciach artystycznych. Nauczyciele nie mają też oporów, by zabrać dzieci w teren.

Joanna Idzikowska porusza jeszcze jeden ważny i – dziś w sposób szczególny – głośno dyskutowany społecznie temat, a więc rezygnację z prac domowych.

– U nas prac domowych nie ma i rodzice sobie to cenią – mówi otwarcie. – Uczniowie mają jednak w ciągu dnia godzinę na czas pracy własnej. Wcześniej nauczyciele mówią im, że na kolejny tydzień jest jakieś zadanie do wykonania i dzieci same planują, kiedy je zrobią. Według mnie, dzięki temu uczą się odpowiedzialności za własną naukę. Mogą sobie wybrać, czy wszystko zrobią w jeden dzień, czy tę pracę własną rozłożą na poszczególne dni.

Jak pokazują wnioski płynące z badania Fundacji Evidence Institute z 2017 roku, na poziomie szkół podstawowych prace domowe nie przynoszą spodziewanych korzyści w postaci poprawy efektów nauczania w kluczowych przedmiotach, co mogłoby potwierdzać tezę, że na tym etapie edukacyjnym zadania domowe nie powinny być wymagane, choć trzeba podkreślić, że kwestia ta jest wciąż dyskutowana.

dzieci na zajęciach artystycznych
W nieszkołach uczniowie niekiedy uczestniczą w nietypowych zajęciach. Archiwum Serduszkowej Nieszkoły

– Tak sobie myślę, że nieszkoły są odpowiedzią na to, że polski system edukacji potrzebuje uwolnienia, różnorodności, odpowiadania na potrzeby uczniów. U nas na przykład dzieci poprosiły o to, by mogły uczyć się języka francuskiego, więc wprowadziliśmy język francuski. Szkoły obciążone są programem czy siatkami godzin, a nieszkoły nie mają takiego problemu – opowiada Joanna Idzikowska.

Jest jednak inne wyzwanie, a mianowicie problem, z którym zetknęły się także założycielki „Wolskiego Stada”, czyli finansowanie takiego miejsca. W Serduszkowej Nieszkole rodzice płacą czesne, ale wydatków jest sporo, jak choćby utrzymanie budynku czy godne pensje dla nauczycieli.

Dotacje na oświatę są bardzo niskie – zauważa nasza rozmówczyni. – Mnie udaje się prowadzić nieszkołę, dlatego że otaczam ją opieką finansową. Mam tę możliwość, dzięki biznesowi, który prowadzę. Ale wiele podobnych miejsc boryka się z brakiem pieniędzy, a rodzice nie są w stanie płacić wysokich czesnych. Jak rozmawiam z ludźmi, to okazuje się, że oni wszyscy robią to na tych samych zasadach, jak ja. To jest filantropia. Przedsiębiorcy, którzy mają się zająć szkołami, robią to dla młodych ludzi, nie dla biznesu.

Warto jednak inwestować w młodych ludzi. Joanna na palcach wylicza plusy takiej formy edukacji.

– Dzieci są bardziej wypoczęte, rodzina może pozwolić sobie na wyjazd i nie trzeba się martwić, że przez kolejne dni muszą nadrabiać materiał, jest duża dowolność w przyswajaniu nauki, rodzice są z nami w kontakcie i dzielą się swoimi spostrzeżeniami i obawami, są też wdzięczni, że wszystko to, co „trzeba” jest realizowane w szkole, a popołudniami rodziny mają czas dla siebie – opowiada.

dzieci na spacerze
W edukacji alternatywnej dzieci mają przestrzeń, by pobyć na świeżym powietrzu. Archiwum Serduszkowej Nieszkoły

Rozmawiamy też o nauczaniu domowym. Jak pokazują badania Fundacji Edukacji Domowej, liczba dzieci uczących się w ten sposób rośnie z roku na rok. Obecnie (stan na styczeń 2024) jest ich niespełna 54 tys., jednak duży wzrost można było zaobserwować, kiedy w szkołach obowiązywało zdalne nauczanie, spowodowane pandemią. Założycielka Serduszkowej Nieszkoły wspomina o minusach tzw. klasycznej edukacji domowej.

– Dzieci mojej bliskiej koleżanki uczyły się w tym trybie, ja jednak byłam trochę nieufna – opowiada Joanna Idzikowska. – Oczywiście widziałam duże plusy, jak chociażby to, że dzieci nie doświadczają stresu szkolnego. Ale z drugiej strony ten ciężar edukacyjny, który spoczywa na rodzicach, jest bardzo duży, czasami jeden z rodziców musi zrezygnować z pracy zawodowej.

dzieci przy komputerach
Tak m.in. wyglądają zajęcia w Serduszkowej Nieszkole. Archiwum Serduszkowej Nieszkoły

Właśnie dlatego nasza rozmówczyni, chcąc wziąć z tradycyjnej edukacji, jak i nauczania domowego to, co najlepsze, rozpoczęła swoją nieszkolną inicjatywę i zamierza ją kontynuować, niebawem – w nieco innej formie. Nieszkoła ma wkrótce przekształcić się w szkołę. Budynek jest już w trakcie budowy.

– Mieliśmy trochę problemów w związku z budową szkoły, ale ja lubię wyzwania. Nigdy nie wybieram łatwej ścieżki, może taka jest moja natura. Wiem, że szkoła prędzej czy później powstanie – mówi Joanna Idzikowska. – Dzieci chcą być w tej naszej przestrzeni, widać u nich uśmiech i energię, rodzice są bardzo zaangażowani i chętnie biorą udział we wspólnych inicjatywach. To wszystko sprawia, że warto działać.

- - -

Wraz z tematem organizowania wszelkiego rodzaju alternatyw edukacyjnych, wraca pytanie nieustannie zadawane przez tych bardziej dociekliwych. Czy aby na pewno taka (nie)szkoła przygotuje dziecko do dorosłego życia? Ci bardziej złośliwi odpowiadają pytaniem: „A czy aby na pewno współczesna szkoła systemowa bardziej przygotuje dziecko do dorosłego życia?”.

Zerknijmy do badań. Trudno co prawda o takie dotyczące stricte nieszkół, jednak opracowanie opublikowane na łamach National Home Education Research Intitute pokazuje, że jeżeli chodzi o „sukces [takich uczniów – przyp. red.] w dorosłości”, to zasadniczo osiągają oni statystycznie lepsze wyniki niż ci, którzy uczęszczali do szkół instytucjonalnych, a także częściej niż ogół populacji uczestniczą w pracach na rzecz lokalnej społeczności. Mowa tu jednak o dzieciach uczących się w ramach edukacji domowej, a jak wiadomo, może być ona realizowania w różnej formie (wbrew utartej nazwie – nie tylko w domu).

Chęć zmiany i pragnienie uczenia dziecka na własnych zasadach sprawiają, że rodzice coraz częściej w poszukiwaniu edukacyjnych ścieżek, wkraczają na te rzadziej uczęszczane. I choć nie ukrywają, że jest na nich dużo przeciwności, mają pewność, że warto.

Źródła:

  1. Według danych przekazywanych przez Fundację Edukacji Domowej w roku szkolnym 2019/2020 uczniów realizujących obowiązek szkolny poza szkołą było 12 tys., a rok później (30.09.2021) już 20 tysięcy. W roku szkolnym 2023/2024 (stan na 30 września 2023) – zgodnie z danymi FED – liczba dzieci na edukacji domowej wynosi 48 114. Z kolei stan na styczeń 2024 pokazuje, że jest ich 53 968.
  2. Opracowanie dra Jędrzeja Witkowskiego z CEO: Kompetencje polskich uczniów są na najniższym poziomie.
  3. „Zadawać czy nie? Prace domowe w świetle badań”, Fundacja Evidence Institute, ZNP (policy note 3/2017).
  4. Opracowanie National Home Education Research Intitute: https://www.nheri.org/research-facts-on-homeschooling/?fbclid=IwAR3j88S33CvZoAVZnxKK8uHkK31xmOfASM810q642wUWuOC12IbPui71jfw [dostęp: 17.02.24]. Zgodnie z podanymi danymi 69 proc. recenzowanych badań dotyczących sukcesu w dorosłym życiu (w tym na studiach) pokazuje, że dorośli, którzy byli edukowani w domu, odnoszą sukcesy i osiągają statystycznie znacznie lepsze wyniki niż ci, którzy uczęszczali do szkół instytucjonalnych (Ray, 2017).

Rozmowy przeprowadzane były pod koniec 2023 roku.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Nie tylko o niedźwiedziach, które mieszkały w minizoo w Lesznie

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na strefaedukacji.pl Strefa Edukacji